Wystąpienie Włodzimierza Cimoszewicza,
Ministra Spraw Zagranicznych, podczas konferencji "Dyplomacja społeczna"
- Nie chciałbym twierdzić, że to tylko my jako nowa ekipa rządowa
jesteśmy bardziej niż nasi poprzednicy wyczuleni i lepiej rozumiemy problemy funkcjonowania
organizacji pozarządowych. Odnoszę wrażenie, że w miarę upływu lat i zaawansowania polskich
przemian wszyscy zaczynają coraz lepiej rozumieć, iż państwo nie powinno być omnipotentne.
Rozumiemy też lepiej, że cechą wyróżniającą społeczeństwo obywatelskie jest przejmowanie przez
obywateli wielu ważnych kwestii, które dotychczas były domeną urzędów i ich urzędników.
Tematem naszego spotkania jest dyplomacja społeczna. Organizatorzy
spotkania słusznie zauważają, że organizacje pozarządowe w tej sferze robią wiele. Dodałbym też, że
dużą rolę odrywają tu także władze samorządowe, reprezentujące lepiej niż władze centralne interesy
lokalnych społeczności.
Organizatorzy spotkania zwracają uwagę, że działania organizacji
pozarządowych są komplementarne do rozmaitych działań państwa, pełnią funkcję uzupełniającą. Ja
powiedziałbym nawet, że w wielu wypadkach mogą i powinny pełnić funkcję substytucyjną. W tych
przypadkach, kiedy instytucje oficjalne nie mogą z powodów protokolarnych, czy też ze względu na
polityczną poprawność, podejmować pewnych kwestii, otwierają się ogromne możliwości właśnie dla
inicjatyw obywatelskich. Należy również podkreślić, że w wielu obszarach nikt nie może zastąpić
działań organizacji pozarządowych. A są to kwestie bardzo ważne z punktu widzenia interesów naszego
społeczeństwa. Tu wymieniłbym przede wszystkim współpracę między społeczeństwami. Bo przecież w
relacjach z niektórymi naszymi sąsiadami jest wiele trudnych spraw z przeszłości, a także
współczesnych problemów, które trudno skutecznie rozwiązać korzystając z tradycyjnych narzędzi
oficjalnej dyplomacji. Zawikłane kwestie, chociażby ze względów oportunistycznych, pomija się
chętniej, łatwiej jest je zastąpić - często ważnymi - zagadnieniami bieżącymi. Po drugie,
porozumienie osiągnięte przez polityków nie musi przekładać się na zmiany w świadomości ludzi i
społeczeństw. A kto zrewiduje stereotypy funkcjonujące w świadomości Polaków wobec sąsiadów i
sąsiadów naszego kraju wobec Polaków, tak utrudniające nam współżycie, jeżeli nie organizacje
pozarządowe i twórcy innych inicjatyw społecznych? Tutaj oficjalna dyplomacja niewiele może
zdziałać. My - politycy i urzędnicy - możemy udzielać wywiadów, uczestniczyć w rozmaitych
spotkaniach, ale te działania nie zawsze są wiarygodne dla społeczeństwa. Często ważniejsze jest
przypadkowe spotkanie Polaka i Białorusina w pociągu na trasie Grodno-Warszawa niż wysłuchanie
przemówienia ministra spraw zagranicznych....
Wczoraj spotkałem się z grupą dziennikarzy rosyjskich przebywających w
Polsce na zaproszenie Fundacji im. Stefana Batorego. Rozmawiałem z nimi o stosunkach dwustronnych.
Przypomniałem na tym spotkaniu o propozycji złożonej przeze mnie jakiś czas temu władzom Rosji:
powinniśmy budując nasze nowe stosunki odwołać się do form dialogu sprawdzonych w relacjach
polsko-niemieckich. Propozycja ta została przyjęta przez stronę rosyjską. Ale uważam, że nikt -
poza wiarygodnymi, cieszącymi się autorytetem przedstawicielami społeczeństw, nie zaś państw - nie
jest w stanie otwarcie i uczciwie porozmawiać o trudnych sprawach, które do tej pory z różnych
powodów były pomijane. One ciążą na naszej świadomości, sprawiają, że młodzież w obu krajach uczy
się z podręczników innych wersji historii. To nie ułatwia zrozumienia, nie wzmacniania sympatii
wobec sąsiada. Mówię o dziedzinach, w których organizacje pozarządowe mają podstawową, a nie
uzupełniającą czy zastępczą rolę do odegrania.
Przypominano tutaj, że trzy miesiące temu spotkałem się z wieloma
osobami współorganizującymi dzisiejszą konferencję. Liczne kwestie już omówiliśmy. Uważam, że
dzięki wcześniejszym naszym kontaktom, mojemu udziałowi w dyskusjach organizowanych przez
organizacje pozarządowe, łatwiej jest nam wspólnie rozmawiać. Myślę też, że nie będziemy mieli
kłopotu w porozumieniu się co do przedstawionych postulatów.
Przechodząc teraz do przedstawionych tutaj propozycji: akceptuję
nieomal wszystko, co zostało zaproponowane. Potwierdzam swoje wcześniejsze poparcie dla idei
powołania Rady konsultacyjnej przy Ministrze Spraw Zagranicznych. Zróbmy to. Proszę tylko o
przedstawienie propozycji kilkunastu nazwisk, a Rada zostanie powołana. A pierwsze jej spotkanie
możemy zaplanować już na wczesną jesień.
Kolejny postulat: uczestnictwo i prezentacja problemów organizacji
pozarządowych w spotkaniach dyplomatów. Nie widzę problemu. Zapraszam na spotkanie 3 lipca z
polskimi ambasadorami uczestniczącymi w cyklicznej naradzie naszych przedstawicieli za granicą.
Będzie czas na zaprezentowanie działalności organizacji pozarządowych. Zgadzam się na wprowadzenie
problematyki działań organizacji pozarządowych do szkoleń dla pracowników Ministerstwa Spraw
Zagranicznych. Jesienią tego roku rusza Akademia Dyplomatyczna. Jej powołanie jest realizacją mojej
zapowiedzi uregulowania polityki kadrowej, naboru, awansów, karier w dyplomacji. W sierpniu
przyjmiemy w drodze konkursu grupę pięćdziesięciu nowych pracowników MSZ, którzy w ciągu kolejnych
czterech semestrów będą zdobywać bardzo różnorodną wiedzę. Nie widzę przeszkód, żeby do ich
programów włączyć problematykę funkcjonowania organizacji pozarządowych, dyplomacji społecznej, a
także stworzyć możliwość kontaktu między nowymi dyplomatami, a przedstawicielami organizacji
pozarządowych. Będą to osoby, którym po wyjeździe na placówki wpisze się w zakres obowiązków
współpracę z partnerami społecznymi.
W pełni odpowiada mi propozycja centralizowania środków na pomoc
zagraniczną przeznaczanych przez nasze państwo, tym bardziej, że są one bardzo ograniczone. Jestem
za tym, aby ich dystrybucją zajmowała się specjalna instytucja. Być może tę rolę mogłaby pełnić już
istniejąca Fundacja "Wiedzieć Jak". Należało by jednak wspólnie ustalić ewentualne zmiany
w jej funkcjonowaniu. Co ja mógłbym w tym zakresie zrobić? W tej chwili rozpoczynają się prace nad
projektem budżetu na przyszły rok. Mogę wystąpić z odpowiednim postulatem do ministra finansów.
Natomiast nie mogę być pewien czy uda się przekonać Radę Ministrów do takiej zmiany.
Nie chcę się wypowiadać na temat kwestii szczegółowych rozwiązań
funkcjonowania takiej Fundacji do spraw pomocy zagranicznej. Ale pomysł, aby podstawową formą
dystrybucji środków było ogłaszanie konkursów na przyznawanie grantów jest słuszny. Byłaby to
organizacja pozarządowa przekazująca środki przede wszystkim dla organizacji pozarządowych i
struktur samorządowych. Oczywiście musimy pamiętać o zabezpieczeniu wpływu ministra spraw
zagranicznych na jej funkcjonowanie. Przecież to jego ustawowym obowiązkiem jest definiowanie
rodzajów, zakresu i kierunków tej pomocy. Dlatego też taka instytucja musi współgrać z interesami
polskiej polityki zagranicznej i polską racją stanu.
Podoba mi się też idea powołania Funduszu Polskiej Demokracji. W
interesie naszego społeczeństwa leży, by w naszym bliższym i dalszym otoczeniu znajdowało się jak
najwięcej elementów społeczeństwa obywatelskiego; demokratycznego, wolnego i praworządnego państwa.
To pragnienie wynika nie tylko z chęci i potrzeby umacniania pewnych wartości. Jest to kwestia
rozumienia polskich interesów: bezpieczeństwa, współpracy, obecności podobnie myślących jak my
partnerów w innych państwach. Z tego punktu widzenia aktywność organizacji pozarządowych i
instytucji takich jak proponowany Fundusz Polskiej Demokracji w sposób oczywisty współgra ze sobą,
jest logicznym uzupełnieniem działań państwa polskiego. I proszę nie traktować tego co mówię jako
wyrazu pewnej kokieterii. Uznajmy przedstawioną tu propozycję za pierwszy sygnał - i porozmawiajmy
na ten temat w przyszłości bardziej szczegółowo.
Następna sprawa: współpraca transgraniczna. W przedstawionym mi
dokumencie poruszono wiele kwestii, ja odniosę się jedynie do kilku z nich. Uważam, że dotąd nie
dostrzegano problemu godnego traktowania podróżnych przekraczających granice. Rozmawiałem na ten
temat zarówno z komendantem głównym Straży Granicznej, jak i z ministrem administracji i spraw
wewnętrznych. I sądzę, że jest to kwestia zasad, ale też pewnej pragmatyki. Sposób, w jaki traktuje
się na granicy przyjeżdżających do nas cudzoziemców, jest wizytówką naszego kraju. Nie widzę
powodu, dla którego brak wychowania przedstawicieli naszego kraju miałby podlegać ochronie. Jest to
sprzeczne z naszymi interesami! Ci urzędnicy muszą zmienić swoje postępowanie. Wiem, że nie będzie
to łatwe, bowiem często to złe zachowanie ma miejsce w pewnej dyskrecji i trudno kontrolować ich
pracę. Trzeba jednak zacząć to robić.
Jeszcze na temat współpracy transgranicznej. Teren Puszczy
Białowieskiej - to może najbardziej spektakularny przykład bezsensu rozdzielenia granicą polityczną
tego ekosystemu. W Puszczy od kilkudziesięciu lat funkcjonuje nieprzepuszczalny płot
uniemożliwiające migrację zwierząt, naturalną dla tego środowiska. Należy dążyć do poszukiwania
rozwiązań umożliwiających wspólny zarząd tego typu obiektami. Po stronie białoruskiej znajduje się
park narodowy, po naszej też. Ale stosowane w nich metody i rozwiązania są inne. Stosowanie różnych
standardów dla jednego ekosystemu, różnych koncepcji zarządu i brak współpracy przynosi negatywne
konsekwencje. W Puszczy Białowieskiej - z inicjatywy społecznych dyplomatów czyli miejscowego
samorządu - miesiąc temu przedstawiciele władz lokalnych z obu krajów podpisali porozumienie
dotyczące utworzenia nowego Euroregionu Puszczy Białowieskiej. To jest inicjatywa, która ma służyć
pewnym celom społecznym, ekonomicznym miejscowej i lokalnej ludności, ale także sprzyja wspólnemu
myśleniu o tym ważnym, wspaniałym zjawisku przyrodniczym. Jest to bardzo spektakularny przykład
działania, które powinno zostać wykorzystane we współpracy transgranicznej.
Z mojego punktu widzenia najpoważniejszą z kwestii wymienionych w
dokumencie jest sprawa wprowadzenia wiz dla naszych sąsiadów ze Wschodu. Naszą intencją jest
zagwarantowanie skuteczności kontroli przekraczania granicy, a jednocześnie nie utrudnianie (ponad
to, co jest konieczne) życia zwykłym ludziom. Chcemy zrobić wszystko, aby ułatwić składanie
wniosków wizowych. Poszukujemy wiarygodnych partnerów np. biur podróży, organizacji, również
społecznych, które mogłyby w naszym imieniu przyjmować wnioski wizowe. Oczywiście nikt nie zastąpi
konsula w podjęciu decyzji. Niedawno odbyło się spotkanie przedstawicieli resortów: spraw
zagranicznych, administracji i spraw wewnętrznych. Podjęliśmy na nim ważne decyzje. Chcemy pobierać
możliwie najniższe opłat za wizy, pokrywające jedynie koszty funkcjonowania systemu. Chcemy też
zaoferować bezpłatne wizy niektórym kategoriom przyjeżdżających, zwłaszcza młodzieży i
studentom.
Natomiast w jednym mamy zdanie odmienne od przedstawionego w
przedłożonym dokumencie. Będziemy stosować zasadę wzajemności. Nie chcąc wpłynąć negatywnie na ruch
graniczny nie możemy doprowadzić do sytuacji, że będziemy się w większym stopniu troszczyli o
interesy obywateli obcych państw niż o interesy obywateli naszego państwa. Dlatego też powiedziałem
wspomnianym przez mnie rosyjskim dziennikarzom, że Warszawa chce aby opłaty wizowe płacone przez
Rosjan były niskie. Jednak decyzja w tej sprawie zapadnie w Moskwie, a nie w Warszawie. Jeżeli
Rosja zdecyduje się obniżyć opłaty wizowe płacone przez obywateli polskich, to my zachowamy się
identycznie. Mówimy także naszym sąsiadom: jeżeli zdecydujecie się nie wprowadzać systemu wizowego
w stosunku do obywateli polskich to zastosujemy dodatkowo obniżone opłaty. Uważamy, że nasz budżet
może do nich dopłacić pod warunkiem, że polscy obywatele nie będą musieli ubiegać się o obce wizy i
za nie płacić. W ten sposób chcemy zachęcić naszych sąsiadów. Oni przecież nie mają prawnego
obowiązku - inaczej niż Polska - wprowadzania systemów wizowych. W ich przypadku jest to decyzja
natury czysto politycznej. W tej sprawie rozpoczęliśmy konsultacje. Jeżeli nasi sąsiedzi podejdą do
tego problemu pragmatycznie, to deklaruję nawet większe obniżenie opłat wizowych, nawet poniżej
kosztów funkcjonowania takiego systemu. Chcemy także stosować wizy długoterminowe, wizy wielokrotne
itd., ale pewne kwestie wymagają odpowiedniej interpretacji przepisów szengenowskich, o tym
rozmawiamy w tej chwili z Unia Europejską.
Dzisiaj Unia jest bardzo zainteresowana poszukiwaniem rozwiązań
dotyczących Kaliningradu. Strona polska deklaruje daleko posuniętą elastyczność rozwiązań. Istnieją
jednak dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, obecna Piętnastka nie może proponować takich szczególnych
rozwiązań dla Kaliningradu, które wpłynęłyby na przedłużenie czasu utrzymywania kontroli na granicy
polsko-niemieckiej po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Polscy obywatele nie mogą płacić ceny
za elastyczność rozwiązań wizowych wobec wschodnich sąsiadów. Po drugie, nie zaakceptujemy niczego,
co będzie różnicowało sposób traktowania obywateli państw sąsiedzkich. Szukamy rozwiązań
elastycznych dla wszystkich, ponieważ nie chcemy, aby przyjmowanie pewnych rozwiązań dawało
możliwość interpretacji przez innych, że jest to dla nich dyskryminujące. Nic takiego nie ma i nie
powinno mieć miejsca. Uważam, że bez zmian przepisów szengenowskich, w drodze rozsądnej ich
interpretacji, można zaakceptować np. prawo do wydawania wiz na przejściach granicznych, pod
warunkiem, że byłyby one technicznie i informatycznie przygotowane - identycznie jak konsulaty - do
wiarygodnego sprawdzenia osoby, która chce przekroczyć granicę. Przy dobrej woli ze strony obecnej
Piętnastki można wprowadzić rozwiązania, które z punktu widzenia przeciętnego obywatela państw
sąsiednich przyniosłyby duże ułatwienia przy poddaniu się koniecznym rygorom kontroli.
Podchodźmy do tych problemów z wielką troską, ale jednocześnie bez
stwarzania wątpliwości co do naszej gotowości do wprowadzenia systemu Schengen. Przedstawiony tu
komentarz nie może być interpretowany jako stawianie jakiegokolwiek znaku zapytania nad
wprowadzeniem systemu wizowego. Będzie on wprowadzony. Zrobimy natomiast wszystko, żeby był
efektywny.
Chciałbym również pozytywnie wypowiedzieć się o propozycjach
dotyczących wymiany młodzieży. Kilka miesięcy temu w Swietłogorsku - w ramach prac Rady Państw
Morza Bałtyckiego - spotkaliśmy się z Igorem Iwanowem i rozmawialiśmy o problemach Kaliningradu.
Zaproponowałem tam położenie nacisku na wymianę młodzieży. Uważam, że wymiana młodzieży, większa
współpraca szkół i wyższych uczelni, wymiana studentów, może wiele zmienić i pomóc. Zaproponowałem
m.in. rozszerzenie współpracy pomiędzy uczelniami kaliningradzkimi i Akademią Rolniczą w Olsztynie,
czy też Akademią Medyczną w Białymstoku. Sądzę, że w Polsce powinniśmy - przy wszystkich naszych
trudnościach budżetowych - zdobyć większe środki na fundowanie stypendiów dla młodzieży z innych
krajów. Ostatnio przyjmowałem kończącego misję ambasadora Wietnamu, tłumacza polskiej literatury i
jednego z 4,5 tysiąca Wietnamczyków, którzy skończyli studia w Polsce. Ich nauka w naszym kraju ma
po dzień dzisiejszy pozytywne znaczenie także dla ekonomicznych interesów naszego kraju. Mamy wiele
powodów, aby do Polski przyjeżdżali młodzi ludzie, zwłaszcza nasi wschodni sąsiedzi.
Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności funduje już tego typu stypendia dla młodych ludzi ze Słowacji,
Rosji, Białorusi i Ukrainy. W ubiegłym tygodniu rozmawiałem z goszczącymi w Polsce dyrektorami
krajowymi programów Fulbrighta z całej Europy, a także ze stypendystami Fundacji Wolności. I
deklaruję, że w miarę możliwości polskie przedstawicielstwo programu fulbrightowskiego uzyska
większe wsparcie, aby ten niezwykle skuteczny program współpracy polsko-amerykańskiej nie napotykał
na większe przeszkody po przeszło pół wieku swojego funkcjonowania. Deklaruję, że będę proponował
podczas dyskusji nad projektem budżetu zwiększenie środków na ten cel. Proszę jednak pamiętać, że
podczas podejmowania ostatecznych decyzji dominuje egoizm resortowy. Każdy do ostatniej kropli krwi
rozpaczliwie broni swoich interesów. I jest to uzasadnione. Dramat polega na tym, że zawsze
pieniędzy jest za mało w stosunku do uzasadnionych potrzeb. Tym niemniej będę próbował przekonać do
poparcia tego typu inicjatywy. Gra toczy się o relatywnie niewielkie pieniądze i bezwzględnie
wielkie korzyści z płynące z ich wydania na ten właśnie cel.
W imieniu Ministerstwa Spraw Zagranicznych mogę już teraz zadeklarować
udział w spotkaniu poświęconemu wymianie młodzieży, a także pomoc w uzyskaniu wsparcia innych
ministerstw. Nie wiem, czy w moim ministerstwie są prowadzone prace dotyczące rozwoju tego typu
kontaktów. Liczne przykłady pokazują jednak, że to jest znakomita forma współpracy. Dobrze pamiętam
przypadek małej podbystrzyckiej wsi Wilkanów. Podczas powodzi w 1997 roku tamtejsza szkoła została
zniszczona. Udało się ją odbudować dzięki m.in. czytelnikom "Die Zeit". Dzisiaj jest ona
miejscem spotkań młodzieży czeskiej, polskiej i niemieckiej. Ten sposób myślenia jest mi
szczególnie bliski. To przykład, że warto współdziałać. Działajmy więc na rzecz takich inicjatyw
razem.